Salatyn zaliczony za drugim razem
Chociaż słowackie tatry przywitały nas mglistym porankiem to ruszyliśmy razem z Czarem z samego rana pierwszą kanapą z ośrodka Rohace/spalena (bo przecież nie będziemy szli pod wyciągiem) w stronę naszego Salatynu. Tradycyjnie z górnej stacji foczymy do podnóży szczytu, gdzie przepinamy się na raki wśród skiturowców, którzy prawie biegiem włażą w tych swoich skorupach. Z przełęczy ruszamy bez splitboardów w poszukiwaniu szczytu Saltyn (2048 m) , którego szukamy z GPSem we mgle i wichurze. Oczywiście robimy parę kółek na grani zanim go znajdujemy. Schodzimy do Małego Salatynu (2046 m) i mgły odchodzą w kilka minut, otwierając okno. Zaliczamy zjazd po betonie w górnej części, ale znajdujemy trochę świeżego śniegu i kończymy zjazd przy pięknym słońcu. Salatyn tym razem dał się zdobyć i zaprosił nas ponownie. Chętnie tam wrócę, bo to świetna alternatywa dla polskiej Kopy Kondrackiej. Mały Salatyn Zjazd z Salatynu Salatyn wicher Widok na Salatyn Grań Salatyn
Powrót do listy artykułów